|
Prowincja jest konieczno?ci?
rozmowa z SOKRATEM JANOWICZEM
SOKRAT JANOWICZ
Ur. 1936 w Krynkach. Uko?czy? filologi? polsk? na Uniwersytecie Warszawskim. Prozaik, eseista, publicysta, autor reporta?y w j?zyku polskim i bia?oruskim. Wspó?za?o?yciel Stowarzyszenia Literackiego Bia?owie?a. Wieloletni dziennikarz bia?oruskiego pisma Niwa. Obecnie sekretarz redakcji polsko-bia?oruskiego miesi?cznika Czasopis. Wspó?za?o?yciel Stowarzyszenia Willa Sokrates, które mie?ci si? w jego domu w Krynkach. Jeden z najbardziej znanych pisarzy bia?oruskich.
- Chcia?bym porozmawia? z panem o prowincji. O prowincji jako miejscu, ale i kategorii kulturowej. O tym, co zwykle stawia si? w opozycji do stolicy, do centrum. Z wszystkimi typowymi dla tej przestrzeni niezwyk?o?ciami. Bo jednak prowincja to miejsce osobliwe, inspiruj?ce, miejsce troch? bli?ej Boga... jakby fragment raju, który nam pozosta? jak to okre?li? profesor Pawluczuk. My?l?, ?e pa?ski wybór by? ?wiadomy. Mieszka? pan przez wiele lat w Bia?ymstoku, a teraz, od kilku ju? lat tutaj, w Krynkach.
- Tak, ale jest to powrót. Tutaj si? urodzi?em i ukszta?towa?em jako cz?owiek. Jestem panu wdzi?czny, ?e zmusza mnie pan do rozmy?la? o prowincji, bo nigdy przedtem nierozwa?a?em o tym. Skoro ju? jest okazja... Z niejak? rozkosz? zaczynam si? zastanawia? nad prowincj?. Lepiej pó?no, ni? wcale. Prowincja jest konieczno?ci?. Tak jak m?dro?? i g?upota. G?upot? nale?y ceni?, poniewa? gdyby przepad?a nam g?upota, nie wiedzieliby?my czym jest m?dro?? Prowincja jest wi?c konieczno?ci?, jako ?e reprodukuje to, co nazywamy kultur?. Kultura sama w sobie nie jest twórcza. Jest w?a?nie reprodukcj?. Kultura ludowa na przyk?ad reprodukuje kultur? dworsk?. ?Panowie" wymy?laj? ró?ne folklory... A co to znaczy folklor? Nigdy nie us?ysza?em definicji tego poj?cia. Mimo, ?e podejmowane s? ró?ne próby. To tak, jak w przypadku talentu. Wszyscy mówi? o talencie, ale tak naprawd? nie wiadomo co to jest...
- Mo?e w tym przypadku dobra by?aby formu?a - ?dar bo?y"?
- Na Boga mo?na wszystko zwali?! On jest cierpliwy (?miech). Ale to nie wyja?nia sprawy. Prowincja, jak powiedzia?em, wi??e si? z konieczno?ci?. Prowincja - nie myli? z geograficzn? - to kultura, czyli transponowanie osi?gni?? twórczych. Pan Tadeusz czy Ballady i romanse Adama Mickiewicza s? odbierane szeroko. Ten odbiór sk?ada si? na prowincj?. Jest przyjmowaniem czego?, co powsta?o. Prowincja to warunek kultury jako takiej. Gdyby nie by?o tego, co nazywamy prowincj?, kultura nie mia?aby sensu. By?aby sama dla siebie,"samowystarczalna. To by?by koniec ?wiata, katastrofa, jako ?e bez prowincji ?wiat jest niemo?liwy.
- Czyli tzw. kultura to nie jest twórczo??. To nie produkcja w sensie kreacji, ale reprodukcja? Nie wiem, czy dobrze pana zrozumia?em?
- Tak. Poeta, pisarz, malarz, aktor - kultura mo?e interesowa? ich w kategorii satysfakcji. Oto mnie tam gdzie? powtarzaj?, na?laduj?. Kultura jako taka nie jest twórcza. Jest korzystaniem z twórczo?ci innych. Mówimy - kultura polska, ale nie my?limy o Sieradzu, Hrubieszowie czy ?l?sku, tylko o ^Mickiewiczu! Wajdzie, Mi?oszu... Oni s? twórcami tej kultury. Sama za? kultura istnieje jako prowincja. Oboj?tnie gdzie.
- Wi?c nie s? to te pok?ady, z których si? czerpie?
- Tak, nie s?. Z prowincji, czyli z kultury niczego si? nie czerpie! Prowincja, czyli kultura, jest konsumentem tego, co zosta?o stworzone. Ona tylko konsumuje. Jest to jak gdyby spó?dzielnia spo?ywców Spo?em (?miech). Gdzie? tam wyrabiaj? ser Jest majster, który zna receptury i tajemnice serów. Pod jego kierownictwem te sery s? wytwarzane, a prowincja je kupuje i chwali.
- Ser trzeba zrobi? z przyzwoitego mleka. Musi by? dobry serowiec, ?eby wytworzy? dobry produkt.
- Pewnie, ale przede wszystkim musi by? talent. Surowiec zawsze, istnieje. Natomiast trzeba talentu, trzeba kogo? unikalnego, kto potrafi w surowcu dojrze? tworzywo. Tworzywa wsz?dzie jest w bród. Tworzywo jest jak natura sama, jak klony na jesieni. Sypi? nasieniem, które tylko gdzieniegdzie wykie?kuje. Tworzywo to poniek?d natura. Cos, co po prostu jest, jak materia, ska?y, ?wiat... ?wiat by? od zawsze, ale nie od zawsze by?o ko?o, czy ?uk ze strza?ami. ?uk pojawi? si? - niektórzy tak twierdz? i nie sprzeczam si? z tym - 20 tys. lat temu. Genialny wynalazek.
- Musia? by? jaki? geniusz, który go stworzy?.
- Niekoniecznie jeden cz?owiek. Twórczo?? nie jest osi?gni?ciem tylko i wy??cznie jednostki. Dla rozwoju literatury potrzebne s? ca?e rzesze grafomanów. Mówi? o tym jako historyk literatury. W czasach Mickiewicza - w literaturze polskiej, czy w czasach Puszkina albo Lermontowa - w literaturze rosyjskiej, istnia?y setki, je?li nie tysi?ce innych twórców. Pisali wiersze, mieli wzi?cie u kobiet... O nich si? dzi? nie pami?ta. Pami?tamy tylko ó Mickiewiczu, Krasi?skim, Puszkinie i kilku innych. Literatur? mo?na porówna? do lasu. Las istnieje dzi?ki krzaczkom i podszyciu. Gdyby nie by?o krzaczków, chaszczy, nie uros?aby ?adna sosna. Zadepta?yby j? owce. Sarny by po?ar?y, albo zniszczy?by je na wpó?barbarzy?ski cz?owiek. Dzi?ki chaszczom malutka sosenka mo?e si? uchowa? i wyrosn??. ?le, je?li w literaturze nie ma grafomanów. W Polsce jest ich ca?a dywizja (16 albo i wi?cej tysi?cy poetów). To wa?ne, bo dzi?ki temu mo?e zaistnie? co? wybitnego. Przygl?da?em si? kiedy? grupom literackim i pomy?la?em sobie, ?e ka?da taka grupa kojarzy si? z macic?, która rodzi jedno dziecko, czasem dwoje. Przewa?nie jedno. Ka?da taka grupa urodzi?a jakiego? wybitnego twórc?. W Bia?ymstoku na przyk?ad sta? si? nim Wies?aw Kazanecki. W Augustowie pojawi? si? bardzo interesuj?cy poeta - Bogus?aw Falicki. Zachodzi wi?c tu jaka? analogia. Je?li literatura jest lasem i dzi?ki temu mo?liwe s? wysokie sosny (wysokich sosen jest ma?o, bo one potrzebuj? przestrzeni), to co? takiego si? dzieje równie? w przypadku prowincji. Prowincja jest takim buszem, w którym mo?e zaistnie? jakie? ?cudo".
Na upartego mo?na ?atwo podzieli? prowincj? na: terytorialn? i duchow?. Prowincj? terytorialn? widzimy go?ym okiem. Sk?adaj? si? na ni? obszary, odleg?e od wielkich miast. Natomiast prowincja duchowa jest mniej postrzegalna. Tym niemniej, je?li kto? lubi my?le?, te? j? z ?atwo?ci? zauwa?y. Czym jest prowincja duchowa? To zapatrzenie na kogo? innego. Najlepiej na kl?czkach...
- Zatem brak oryginalno?ci, brak kreacji?
- Tak w?a?nie. Taka prowincja mo?e by? i w Warszawie, i w Nowym Jorku. W sensie terytorialnym nie. Du?e miasta s? przecie? du?ymi rynkami sztuki. Kto? powiedzia?, ?e talenty si? rodz? na prowincji, a marnuj? w stolicy...
- ...Kto? inny powiedzia?, ?e talenty rodz? si? w stolicy, a ?eby si? nie zdegenerowa?, uciekaj? na prowincj?.
- Na jedno wychodzi. Co zawiera si? w poj?ciu stolica albo metropolia? Przede wszystkim rynek. Rynek ma swoje prawa. Rynek pogania... W po?piechu, w gonitwie, nie sposób tworzy?. Tam zaczyna obowi?zywa? zasada towaru i ceny. Towar ma by? np. na jutro. Nie chodzi o twórczo??, chodzi o towar, o mark?, o nazwisko.
- Geothe sze??dziesi?t lat pisa? Fausta...
- ...Leonardo da Vinci malowa? sw? Madonn? ca?e ?ycie i podobno nie uko?czy?. Prowincja to nic innego jak kultura, a kultura to nic innego jak produkcja, czyli sztanca.
- Panie Sokracie, spójrzmy teraz na t? kwesti? inaczej. Niew?tpliwie jest jaka? hierarchia. Krynki w stosunku do Bia?egostoku s? prowincj?, a Bia?ystok jest ni? wzgl?dem Warszawy, Warszawa za? wobec Pary?a; Pary? w stosunku do zachodniego wybrze?a Stanów Zjednoczonych czy Nowego Jorku... Popatrzmy na ten nasz porz?dek: Krynki - Bia?ystok. Jak si? pan czuje tutaj, w Krynkach? Mieszka pan na prowincji (w porz?dku terytorialnym). Jest pan jedn? z niewielu osób w tym rejonie (chodzi mi o twórców) które wybra?y peryferia. Czy s?u?y panu to oddalenie od centrum?
- Tak, niew?tpliwie s?u?y. Cholernie s?u?y... Plusów jest ca?y szereg. Po pierwsze - wzgl?dy zdrowotne. To bardzo wa?ne! ?eby tworzy?, trzeba mie? zdrowie.
- Pami?tam pana, sprzed kilkunastu lat, kiedy przyszed? pan do III liceum, w którym uczy?em, na spotkanie z m?odzie??. Z laseczk?... Ledwo pan wszed? na pierwsze pi?tro.
- Bia?ystok by mnie zamordowa?! Poprzez ten rynek. Chocia? pierwotny powód powrotu do Krynek by? brutalnie prozaiczny. W Bia?ymstoku od pewnego okresu nie mia?em za co ?y?. Pomy?la?em sobie, ?e nie b?d? ugania? si? za przypadkowymi zarobkami. W Krynkach mam ojcowski dom, ogród i tu jako? przetrzymam. Cz?owiek, który si? w ko?cu wybija, zaczyna si? od pewnego momentu znajdowa? w sytuacji wysokiej lebiody... w ogrodzie z równymi kartoflami, któr? jaki? ?obuz chce podci??. Spo?eczno?ci cechuje instynkt równania. Ma by? step. Je?li w stepie pojawi si? otó? drzewko czy wy?sza ro?lina, to ka?de ?cholerstwo", nawet ten stepowy dziki pies, ma ch?? jej obszczania (?miech).
- Do pana nie podchodz? ju? tutejsze, to znaczy bia?ostockie?
- ?eby mnie ?obszcza?" w Krynkach, trzeba wsi??? do autobusu, zap?aci? za bilet, straci? pó? dnia na podró? w t? i nazad, a je?li kto? ma auto, trzeba wyda? na drog? benzyn?... To jest zbyt czasoch?onne, kosztowne.
- Mo?na to zrobi? na odleg?o??, tzn. w Bia?ymstoku. W Bia?ymstoku mo?e nawet ?atwiej.
- Ale je?li to b?dzie w Bia?ymstoku, mog? tego nie us?ysze?! Tu chodzj o ten filtr odleg?o?ci. W Bia?ymstoku mieszka?em w ?ródmie?ciu, na ulicy Sk?odowskiej. Mia?em tam dwupokojowe mieszkanie. Miewa?em po pi?tna?cie telefonów dziennie i zdarza?o si?, ?e przebywa?o u mnie jednocze?nie ko?o dziesi?ciu osób. I w wa?nych sprawach, i w ma?o istotnych. Kto? nie wiedzia?, co z sob? zrobi?, wi?c przychodzi? do mnie. Nie by?o tam warunków do skupienia, a twórczo?? polega wszak na ciszy. W Krynkach natomiast mam same wa?ne wizyty. Tu nie ma wizyt przypadkowych. Od nowego roku s? tu automatyczne telefony. Mo?na zatem powiedzie?, ?e w nowy rok sko?czy? si? u nas XIX wiek. Prawd? mówi?c ?a?uj? tego. Jeszcze przed rokiem siedzia?a na poczcie telefonistka i linia by?a ci?gle przeci??ona. Najpierw trzeba by?o dodzwoni? si? do niej. Wtedy odbiera?em wy??cznie telefony superwa?ne. Takie, ?e kto? ?stawa? na g?owie", ?eby si? do mnie dodzwoni?. Teraz, gdy mam automatyczny telefon, zadzwoni? mo?e ka?dy... To mi si? nie podoba.
- A jakie s? pa?skie relacje z s?siadami? Czy nie traktuj? pana tutaj jako? szczególnie, mo?e troch? jak dziwaka?
- Pewnie tak. My?lenie ludowe jest nast?puj?ce: je?li wróci? z miasta do Krynek, znaczy ?e przegra?. Bardzo mi taka sytuacja odpowiada. Do przegranego nikt przecie? nie przychodzi. To swoista manipulacja z mojej strony. Jestem w Krynkach cz?owiekiem, który nikogo nie potrzebuje. Ani oni mnie. Tak ochroni?em sw? cisz? na skupienie.
- A czy Krynki rzeczywi?cie nie potrzebuj? pana?
- Mo?e wójt... Prosi mnie czasami, ?eby go podeprze? swoim autorytetem.
- Nie chc? kadzi?, ale Krynki s? znane przede wszystkim z tego, ?e pan tu mieszka.
- W?a?nie. Wi?c wójt si? o tym dowiedzia? (?miech). Ale dzi?ki Bogu, tylko wójt, i specjalnie nikt inny. Tu nie czytaj? gazet. Gazeta kosztuje tyle, co piwo. W gazetach mog? o mnie pisa? ile chc? i co chc?. I tak w Krynkach dowie si? o tym dwie, trzy osoby. Ci, którzy ze wzgl?du na swoje funkcje, musz? wiedzie?, co dzieje si? w ?wiecie. Zreszt?, odk?d pojawi?a si? telewizja, sprzedaje si? w kiosku ledwie kilka gazet, a nie jak dawniej - dwie?cie, trzysta. Je?li pojawia si? co? z moim udzia?em w telewizji lub radio, o, to ju? jest wydarzenie! W dzisiejszych czasach nawet ?ebrak ma telewizor w domu. Ka?dy pijak ma telewizor. On przepije wszystko, nawet kaloryfery, ale telewizora nie. To jedyna prawda jaka mu zosta?a! Zyska?em wi?c tutaj przede wszystkim spokój i czas. Nigdy wcze?niej nie napisa?em tyle, co teraz. Nie ma we mnie tego ?ci?nienia towaru". W oboj?tnie jakim mie?cie, w Bia?ymstoku, czy gdzie indziej, zawsze wcze?niej
czy pó?niej trafia si? w tryby rynku towarowego. Rynek to miejsce. Ka?de miasto mia?o i ma takie piekielne miejsce.
- Wydajecie Czasopis. Nawet przez jaki? czas w pa?skim domu znajdowa?a si? redakcja. Gdy wydaje si? pismo, to trzeba co? tam robi? na czas, mimo wszystko...
- Czasopis jest miesi?cznikiem. Z moim do?wiadczeniem redakcyjnym i wiedz?, praca nad nim zajmuje mi trzy dni. Kto? inny robi?by to mo?e nawet przez dwa tygodnie. Jak w anegdocie. Zepsu? si? facetowi na szosie samochód. Próbowa? sam naprawi?, ale mu nie wychodzi?o. W ko?cu nadjecha? kto? z naprzeciwka. Zatrzyma? si? i zapyta? o co chodzi. Zajrza? pod mask?. Dokr?ci? co? tam i silnik zacz?? dzia?a?. Zadowolony w?a?ciciel samochodu pyta: Ile jestem panu winien?. Na to pada odpowied?: Pi??set z?otych. Facet oczy na ?eb: Az tyle! Panie, przecie? pan prawie nic nie zrobi?! Tylko co? pan dokr?ci?!. Prosz? pana, za t? czynno?? wzi??bym góra pi?? z?otych! - odpowiada jegomo?? - Ale to ?e wiedzia?em, co dokr?ci?, to ju? kosztuje czterysta dziewi??dziesi?t pi?? z?otych. Uciek?em od t?umu, od gapiów, od ró?nych niepotrzebnych rozmów, od tego ?zamulania" mózgu. By?y próby wkr?cenia mnie w jakie? akcje, propozycje nie do odrzucenia... Powo?ywano si? na wag? spo?eczn?... Na patriotyzm... Ot, taki szanta?.
- Wie pan, to ciekawe, gdy kto? teraz chce si? wybi?, zrobi? karier?, leci do miasta. Pan uczyni? odwrotnie. W?a?ciwie poza Krynkami nie ma w tej okolicy ludzi. Wszyscy uciekaj?, a pan wraca...
- Wróci?em, bo tutaj mam za co ?y?. Lud pracuj?cy wsi i miasteczek ucieka od siebie nie dlatego, ?e chce - lecz, ?e nie ma co je??. Tak samo by?o ze mn? do niedawna w Bia?ymstoku... Inna rzecz, ?e ta moja obecna sytuacja jest w duchowym rozmiarze skutkiem ca?ej mojej poprzedniej aktywno?ci.
- Rozumiem, ?e nie ma pan kompleksu prowincjusza...
- Nie. Powiod?o mi si?. Jestem znanym w Europie autorem. Zreszt? nie my?l? o tym w takich kategoriach. Cz?owiek, któremu si? powiod?o, nie szuka winnych (?miech). Kompleks prowincji jest tak?e cech? nieudaczników. Chocia? nie jestem pewien tego, czy mi si? powiod?o w sensie ludowym. Nie zosta?em przecie? dyrektorem. Nie mam samochodu, sekretarki, kochanek... fury pieni?dzy. Chyba jednak w socjologicznym sensie ?mie?" - naprawd? nie powiod?o mi si?. Spo?ecze?stwa dzikie rozwijaj? si? w impecie ?mie?", a kiedy ju? si? ?na?r?" (jak mówi? Korwin Mikke), wtedy si? zastanawiaj?, po co owo ?mie?" (?miech). U mnie nie ma cho?by kompleksu ch?opskiego. By? mo?e dlatego, ?e moi rodzice byli zamo?nymi w powojniu rzemie?lnikami: ojciec szewcem, matka krawcow?. Chodz?c w Krynkach do szko?y, nigdy nie mog?em upilnowa? swojej kanapki z mi?sem lub miodem. Prosz? pami?ta?, ?e w czasach mego dzieci?stwa panowa?a ogromna n?dza. Dzisiaj bezrobotny lepiej ?yje. Do wczesnych lat pi??dziesi?tych by?a taka oto ?smuga cienia". Lepiej zrobi?o si? dopiero, jak ruszy?a stalinowska czy komunistyczna industrializacja. Zacz?to rozbudowywa? przemys?. Odbywa?o si? to kosztem wsi. Miasta by?y zniszczone i wyludnione. Nast?pi?a zmiana sytuacji demograficznej. Wyniszczenie ludno?ci ?ydowskiej czy wyrzucenie Niemców z zachodnich ziem, to ?adnych kilka milionów ludzkiego elementu. Nale?a?o t? wielkomiejsk? pustk? czym? zape?ni?. Na pocz?tku lat pi??dziesi?tych zacz?? si? exodus do miast. I to exodus niesamowity. Bieg wsi do miasta!
- Pan te? wtedy uciek??
- Tak, zaciekle zda?em egzamin do technikum elektrycznego. Miasto by?o jak ?czarna dziura". Nikt stamt?d nie wraca?. Ostatecznie wróci?em teraz tylko ja... No, jeszcze kto?, bo wnukom trzeba odda? ?blok".
- Jak Kochanowski do Czarnolasu...
- ...po rozróbach na dworze królewskim... Chodzi mi o to, ?e o prowincji mog? rozmawia? bez kompleksów. Ci, którzy maj? jakie? kompleksy z tego powodu, nie b?d? mówi?. Nie b?d? si? nawet zastanawia?, poniewa? sprawia?oby im to przykro??. Brakuje im dystansu. Dla mnie prowincja to takie fajne cacuszko, które mnie interesuje. Ja z tej prowincji czerpi?. Bardzo du?o... Jest to takie akwarium z rybkami. Nie uto?samiam si? z ?adn? z tych rybek.
- Jest co? niezwyk?ego w prowincji, w mówieniu o prowincji, w opisach prowincji... Tkwi w niej jaka? metafizyka. Czy pan to te? tak odbiera?
- Jest smutek, melancholia, nastrój... Mog? korzysta? z prowincji, bo w niej tkwi?. Nigdy nie wszed?em w tkank? wielkomiejsk?. Nie mia?em szans. Bia?ystok za moich czasów nie by? miastem. To by?y takie wielkie ?Krynki" czterdzie?ci lat pó?niej. Stokrotnie powi?kszone. Nic wi?cej.
- Wielkie miasto Bia?ystok...
- Tak. To by?a ironia. Zreszt? wymy?lona nie przeze mnie, a przez mego t?umacza Jerzego Litwiniuka z Warszawy. Powiedzia? mi: Naczyta?em si? tych twoich opowiada? i znalaz?em wspania?y tytu? - Wielkie miasto Bia?ystok. Tu tkwi kpina z kompleksu. On wychowa? si? w?ród kopal? i kominów ?l?ska. Odczu? to moje pisanie bardzo ostro. Mówi? do niego, ?e to ?wielkie miasto" mo?e mi powybija? z?by. On na to: Wstawisz nowe. Ale w Bia?ymstoku wtedy, o dziwo, ironii nie odebrali! Potraktowano to jako b??d rzeczowy. Nazwa?by pan na przyk?ad - pi?kne, ale czemu wielkie? - dziwili si? (?miech). Przypomina to troszk? sytuacj? polskiej kinematografii. Jeszcze nie widzia?em dobrego polskiego filmu o wsi. Z wyj?tkiem Ch?opów oczywi?cie. A filmów o tematyce wiejskiej jest przecie? ca?kiem sporo. Nie wiadomo o co tu chodzi, ale jak polski re?yser we?mie si? za temat wiejski, to w ogóle ?nie kontaktuje" z t? wsi?. Ma spojrzenie urlopowicza. W?a?ciwie to mo?e nie maco si? dziwi?. Trudno znale?? re?ysera, który pochodzi?by ze wsi... Niestety, cz?owiek jest jak ro?lina. To, co wyro?nie, zale?y od gleby. Je?li nie wyrasta si? na wiejskiej glebie, to nigdy dobrego filmu o wsi si? nie zrobi. Owszem, uda?o si? z Ch?opami, ale to raczej zas?uga Reymonta. Dobry by? sam materia?. Wracaj?c do mojej sytuacji, kompleks prowincji ewentualnie mog? czu? w Warszawie, na ?l?sku, ale nie w Bia?ymstoku. Wed?ug mnie Bia?ystok dopiero staje si? miastem.
- Tym, co sytuuje si? w opozycji do kompleksu jest poczucie misji. Czy mia? pan poczucie misji?
- Tak, mia?em, a jak?e! Pozby?em si? go - niestety - stosunkowo niedawno. Mog? nawet okre?li? czasowo do??^ dok?adnie, kiedy to si? sta?o. By?o to tu? przed powrotem do Krynek. Moje poczucie misji wynika?o z wielu czynników. Pomijam motyw narodowo?ciowy. Poniek?d oczywiste jest, ?e jak si? pisze po bia?orusku, zw?aszcza za m?odu, ma si? poczucie, i? si? odgrywa jak?? rol?... rodzaj misji. U mnie to poczucie bra?o si? przede wszystkim z nabo?nego stosunku do drukowanego s?owa. Z ca?ej tradycji spo?ecze?stwa niedouczonego, spo?ecze?stwa w którym, je?li ju? znalaz?a si? jaka? ksi??ka w domu, to by?o ni? Pismo ?wi?te albo Katechizm. Taka sytuacja to konsekwencja czasów, kiedy s?owo drukowane by?o wielk? rzadko?ci?. Je?li, maj?c dwadzie?cia czy trzydzie?ci lat, pisa?em opowiadanie, którego bohater by? pijakiem, konstruowa?em t? posta? tak, aby spowodowa?, ?e b?dzie mniej pijaków. ?eby czytelnik, który przeczyta mój tekst, zmieni? si?. Moralizowa?em niesamowicie, poniewa? wierzy?em w pot?g? s?owa. Trzeba by?o z mojej strony prawie ca?ego ?ycia, ?eby zrozumie?, i? wp?yw s?owa pisanego - zw?aszcza literatury pi?knej - na ?wiadomo?? ludzk? jest bliski zeru. Mo?e da?bym jeden procent, ale to chyba by?oby za du?o (?miech). Natomiast przemiany cywilizacyjne (ten prze?om sprzed dziesi?ciu lat) spowodowa?y u mnie pewien szok. Kiedy znalaz?em si? po raz pierwszy na Zachodzie, w Anglii, zrozumia?em, ?e ksi??ka jest towarem, a nie - pos?annictwem czy misj?. Gazeta jest towarem. Je?li pracuj?c przy korekcie, w latach pi??dziesi?tych, przepu?ci?em chocia?by jeden b??d literowy, dochodzi?o do awantury na ca?? redakcj?. Za kar? odliczano mi od poborów jak?? tam sum?. Wtedy, w Gazecie Bia?ostockiej, cho?by niewinna literówka by?a nie do pomy?lenia. Jak to, w prasie z b??dami pisz?! Teraz, gdy czytam gazet?, widz? tych literówek mas? i zdaj? sobie spraw? z tego, co si? sta?o. Dosz?o do ?utowarowienia" s?owa. Gdy kiedy? otrzymywa?em sygnalny egzemplarz swojej ksi??ki, przez tydzie? nie mog?em z przej?cia je?? i spa?... T? ksi??k? (zbiór opowiada? z ostatnich dziesi?ciu lat) otrzyma?em wczoraj. I co? Le?y sobie. Nie wzbudza we mnie cho?by zadowolenia. To mnie niepokoi, mimo ?e wiem, i? poczucie misji wynika zawsze z zacofania cywilizacyjnego... Ze zbo?nej ch?ci wydobycia si? ze?.
- Panie Sokracie, có? wi?c pozosta?o? Kompleksów pan nigdy nie mia?, poczucia misji ju? pan nie ma. Co jest?
- Jest profesjonalizm. Gdy pisz? teraz tekst, to go przetrawiam czterdzie?ci razy. Kiedy? tak nie robi?em. Od razu ogarnia?a mnie niecierpliwo??, ?eby biec z nim do ludu. W tym momencie lud mnie nie bardzo interesuje. Nie interesuje mnie równie? czytelnik, chocia? je?li dowiaduj? si?, ?e gdzie? tam mnie czytaj?, jest mi mi?o. Ale przed czytelnikiem ju? nie padam na kolana. Bywa, czasem gdzie? na spotkaniu powiem, ?e wcale nie pisz? dla czytelnika. Odreagowuj? tamt? skrajno?? sprzed lat. Czytelnik dla mnie nie istnieje. Je?li si? pojawia, to niech ju? b?dzie. Nie odp?dzam
- Ale, parafrazuj?c Ga?czy?skiego, chcia?by pan swój ?lad na drogach ocali? od zapomnienia.
- Tak, Chcia?bym. Pod koniec ?ycia mam t? ?wiadomo??, ?e zostanie po mnie wy??cznie to, co jest perfekcyjne. Czy wie pan, ?e by? taki okres w Krynkach, i? zabra?em si? do powtórnego napisania wielu swoich poprzednich rzeczy?
- Jak ?wi?ty Augustyn...
- Gdy bra?em do r?ki któr?? ze swoich ksi??ek, przychodzi?o nieprzyjemne zdziwienie: jak mog?em to tak napisa?!
- Konwicki twierdzi, ?e nie wraca do swoich ksi??ek w?a?nie dlatego, ?eby si? niepotrzebnie nie denerwowa?.
- Dobrze robi! W ostatni? moj? ksi??k? nie wpatruj? si? zbyt mocno. To jest wybór moich rzeczy z ostatnich dziesi?ciu lat. Ju? dawno to prze?y?em. Teraz boj? si? - chyba jak Konwicki - ?e zobacz? co?, czego nie chcia?bym dostrzec. Kiedy? bardzo zabiega?em o swoje interesy literackie. Teraz ju? nie.
- Pan ?pracuje na niwie", niech zabiegaj? inni...
- (?miech) ...W ko?cu, po pi??dziesi?ciu latach. My?l?, ?e misja to wiara. Wiara jest pi?kna. Boj? si?, ?eby nie popa?? w zupe?ny ch?ód. Mam ?wiadomo??, i? bardzo wa?ne jest, ?eby mie? cho? troszk? naiwno?ci. Wiara jest w?a?ciwie naiwno?ci?. Nie da si? jej przecie? uzasadni?. Czasami - na spotkaniach autorskich - zdarza mi si?, ?e nie czuj? ?adnych emocji. Zreszt? broni? si? przed spotkaniami, ??daj?c zaporowo wysokiego honorarium. Tylko widocznie do?? nieskutecznie - bo czasami mi p?ac? (?miech). Ale ów w?a?nie brak emocji jest dla mnie niepokoj?cy. Ten ch?ód wynika zapewne z tego, ?e si? d??y do perfekcyjno?ci, a perfekcyjno?? wyp?ukuje emocje. Dane s?owo podoba mi si?, ale nie - musz? je wykre?li?, bo jest niefunkcjonalne. Moje pisanie polega g?ównie na wykre?laniu mo?liwych do wykre?lenia s?ów. Takich, bez których tekst ani drgnie, mo?e si? oby?.
Tekst pochodzi z ksi??ki: ?Metafizyka prowincji?, Jan Kami?ski, Wydawnictwo KARTKI
|
|
|